wanych pism polskich usuwa 12 (p. N* 263 "Myśli Niepodległej", korespondencja "Z Kijowa").
Był to jedyny środek, aby odciąć młodzież polską od czytywania takich informacji, jak w "Gońcu" ze stycznia 1913 roku: "Po stróżach nocnych gazety żydowskie (żargonowe) biorą się do posłańców-chrześcijan. Nawołują też, ażeby w pralniach, należących do żydów, zbojkotowano praczki-chrześcijanki i na ich miejsce przyjmowano żydówki. Z Brześcia donoszą do "Hajnta", że odesłano tam z powrotem do Warszawy kilka wagonów piwa z browaru polskiego", "W Łodzi fabryka wyrobów pluszowych J. Rumkowski i Śp. postanowiła dawać robotę wyłącznie tkaczom żydom". Na to odpowiedziała "Nowa Gazeta" w N* 11 z r. 1913 wydrukowaniem uchwały IV Zjazdu Unji Stowarzyszeń Filareckich, "że bojkot towarów żydowskich, zorganizowany przez żywioły reakcyjne (!) i ugodowe (!), Zjazd uważa za próbę odwrócenia (!) uwagi (!) społeczeństwa polskiego od zadań, domagających się rozstrzygnięcia (porów, ten sam argument wyżej str. 38 w. 15). Zwracając uwagę na ten wzgląd natury taktycznej i wychodząc z zasadniczego (!) naszego stanowiska, IV Zjazd Unji z całą stanowczością potępia tę akcję".
Tragiczna zaiste wytwarza się sytuacja! W kraju ojcowie, przez żydów wypierani, oszukiwani i ograbiani, nieraz ostatni grosz posyłają synom kształcącym się zagranicą, a synalkowie, korzystając z krwawicy ojców, podbechtani przez żydów, plują na nich i na całe społeczeństwo polskie.
Ojcowie, czyż będziecie to dłużej tolerowali?
I z kimże to trzyma ta filarecka młodzież polska, co to niby bierze patent na czystość moralną? W jakimżeż to organie pomieszcza młodzież kijowska swe pro-
testy? W "Nowej Gazecie", w organie miljonerów warszawskich, w organie, który dla obrony złodziejów żydowskich fałszuje notatki reporterskie i wszystkie cytaty ks. Prana tisa. Przygwożdżona mojemi dowodami "Nowa Gazeta" nie próbowała się nawet usprawiedliwić. A czyż biorąca patent na czystość moralną młodzież filarecka i młodzież kijowska wystąpiły z protestem przeciwko takim oszustwom, które w oczach ludzi idei stoją przecież na tym samym poziomie zbrodni, co fałszowanie weksli i czeków?
Taż sama "Nowa Gazeta", chcąc cały ogół polski zdyfamować w obliczu prasy rosyjskiej za próbę obrony przed zalewem żydowskim, rzuciła zimą 1912 roku oszczerstwo na nasze Towarzystwo Dobroczynności, iż odpędza chorych żydów od swych lecznic. Oszczerstwo to podchwyciły natychmiast takie pisma, jak "Wraczebnaja Gazieta", "Riecz" i inne. Zarząd Towarzystwa Dobroczynności sprostował tę insynuację, zabrała w tej sprawie głos "Gazeta Lekarska", a "Nowa Gazeta", zagrożona procesem kryminalnym i więzieniem redaktora odpowiedzialnego, w N* 56 (1913) przyjęła "z zadowaleniem" to "wiarogodne wyjaśnienie" i tłomaczyła się, że "notując" tę "pogłoskę", poniosła jeszcze pewną zasługę, gdyż dała sposobność do "stanowczego zaprzeczenia plotce"...
Ledwie u nas rozpoczęła się w postępie rewizja poglądów na sprawę żydowską, natychmiast pisma, pozostające w rękach żydów, jak warszawska "Nowa Gazeta", lub krakowska "Krytyka" podniosły alarm, że jest to "wzywaniem do pogromów". Powiedziałem, że żydzi zawsze nam to zarzucają, co sami robią. Oto fakty.
Dnia 14 stycznia 1912 r. rozeszła się wiadomość śród żydów warszawskich, że w zarządzie gminy żydowskiej przy ulicy Grzybowskiej udzielane będą wsparcia. "Nie docze-
kawszy się pieniędzy", pisały dzienniki, "tłum wtargnął do wnętrza, obalił ścianki oddzielające biurka, wybił szyby w szafach i wyrzucił z nich papiery, oraz wszczął straszliwą wrzawę" (p. N* 196 "Myśli Niepodległej", str. 181). Pisma warszawskie z d. 11 maja tegoż roku doniosły
o rozgromieniu przez żydów piekarni żyda Goldfarba przy ulicy Milej N* 31 z powodu jakiegoś nieporozumienia. W grudniu 1912 r. w Konstancinie żydzi podczas wyborów rabina pokłócili się i zburzyli bóżnicę (p. N* 387 "Kurjera Porannego: z r. 1912). Czyż zmieniło się coś w pogromowym nastroju żydów od r. 1861, opisanym w N* 11 "Jutrzenki"? Ba, czyż zmieniło się coś od awantur jerozolimskich o "rzeźby, poczynione wbrew zakonowi" przez króla Heroda? (Józef Flawjusz, Dzieje wojny żydowskiej I, XXXIII, 2).
W styczniu 1914 r. w nowym Sączu na odczycie znanego syonisty warszawskiego N. Sokołowa, żydzi pod wodzą dwóch\' miejscowych adwokatów rzucili się z kijami
i bokserami na polską młodzież i pobili ją. Poturbowano także redaktora miejscowego pisma polskiego. Zdarzenie to poruszyło wszystkie pisma nasze, a "Nowa Gazeta" znowu nie mówiła o "żydach" napadających, ale o "gronie osób".
Przerywam ten potok faktów i przypominam, iż żydzi, wbrew wszystkim narodom, nie uznają krytyki swych wad i nazywają ją żydożerstwem. Podają się za wykwit postępu, humanitarności, demokratyzmu, liberalizmu i nieskazitelności etycznej. Sądzą, że każdy ich krytyk powodowany jest niegodnym człowieka ucywilizowanego "patrjotyzmem zoologicznym".
Tymczem codzienne spostrzeżenia prasy polskiej są zgoła odmienne. Prasa polska twierdzi, iż żydzi wykazują niezwykłą skłonność do pogromów, oszustw, fałszerstw,
podrabiania monety, handlu żywym towarem, koniokradztwa, że stanowią zwartą organizację pasorzytniczą i że inteligencja żydowska systematycznie staje w obronie żydowskich przestępców. A dalej prasa polska twierdzi, że to żydzi kierują się iście stadnym instynktem, bo jeżeli ktoś uczyni jakiemuś żydowi zarzut najmniejszy a najsłuszniejszy, w tej chwili ogół żydów przestaje go uważać za dobrego lekarza, jeśli przedtym nawet tam za takiego uchodził, za dobrego inżynjera, za dobrego chemika, za utalentowanego pisarza, za światłego uczonego i za człowieka o charakterze niepokalanym. I jeszcze prasa polska zarzuca żydom, iż każdego swego obrońcę, choćby najniesprawiedliwszego, czynią natychmiast doskonałym lekarzem, doskonałym inżynjerem, doskonałym uczonym, wielkim talentem i ogromnym charakterem, choćby nic z tego nie było prawdą.
Chodzi teraz o to, w jaki sposób możemy znaleść potwierdzenie trafności obserwacji prasy polskiej?
Otóż zagłębiając się w Talmudzie, przekonałem się ze zdumieniem, że wszystkie występki żydowskie mają tam szczegółowe dyrektywy. Nic bardziej od Talmudu nie powierdza prawdziwości obserwacji codziennych prasy polskiej i całego doświadczonego życiowo społeczeństwa polskiego.
Doszedłszy do tego wniosku, postanowiłem zebrany mozolnie i skrupulatnie materjał przedłożyć ogółowi myślącemu i w tym celu wystąpiłem w grudniu 1913 roku z trzema odczytami: "Etyka Talmudu", "Ghetto i jego poglądy" oraz "Chasydyzm na progu XX-go wieku".
Prasa warszawska poparła mnie. Sala Stowarzyszenia Techników była za każdym razem przepełniona, a mnóstwo osób odeszło bez biletów.