Miszny "Aboda Zara" (Lipsk 1909), dodaje w tytule "Goetzendienst" (bałwochwalstwo). Tymczasem "aboda" znaczy "kult" albo "służba", a "zara" znaczy "cudzy". Strack uczynił to umyślnie, aby nikt nie mógł mniemać, że przez "cudzą służbę" rozumie się chrystjanizm. Tymczasem Loewe w swym tłomaczeniu Szulchan-Aruchu robi uwagę "Nichtjuden — die Rede ist hier, so wie ueberall, natuerlich von Christen", "Nieżydzi — mowa jest tu, jak wszędzie, naturalnie o chrześcijanach" (2-gie wydanie 1, 213). — Strack, przytoczywszy część pierwszą powyższego ustępu, zapewnia, iż tej "jaskrawości wschodniej", występującej w słowach rabina Akiby, wcale nie należy brać dosłownie. Ale nie przytoczył ani jednego zdania z Talmudu na poparcie swego mniemania, bezwarunkowo gołosłownego. Przeciwnie, dosłowność idzie w Talmudzie tak daleko, że nie potrzeba zmywać rytualnie rąk wodą, ale można piaskiem, ponieważ nie jest napisane "obmyję wodą" (Berachot 15a). Liczne przykłady, które zostaną przytoczone później, wykażą, że formalistyczna dosłowność jest podstawą Talmudu, gdyż wiąże się z żydowską magją religijną. Raczej w wyrażeniach oględnych kryje się niekiedy fatalna zdradliwość, co wykaże cytata następna:
11) Mordowanie zwierząt ludzkich.
Rabbi Jehuda zaczął płakać. Rabbi Symeon rzekł do niego: Dlaczego płaczesz? Rabbi Jehuda odpowiedział: Płaczą nad losem ludzi, którzy żyją jak zwierzęta i którzy nie wiedzą, że byłoby dla nich lepiej nie istnieć. Biada światu, gdy ty, mój Mistrzu, wzniesiesz się z niego; albowiem nie bedzie już nikogo, któryby tajemnice wykładał i wyjaśniał. Rabbi Symeon odpowiedział mu: Przysięgam
na twe życie, że świat został stworzony tylko dla towarzyszów, poświęcających się studjowaniu zakonu i znających tajemnice. Toteż słusznie całkiem towarzysze przyrównali nieuków, dążycych złą drogą, do zwierząt, których wolno karać (!) nawet podczas dnia wielkiego wybaczania, a dzieci ich uznali za bękarcie (Zohar II 89b).
Tłomacz francuski robi tu odsyłacz i w przypisku każe tekst ten porównać z tekstem traktatu Pesachim 49b. (Sepher ha-Zohar, Le livre de la splendeur, tłom. Jean de Pauly, t. III, 364). A więc "dniem wielkiego wybaczania" będzie Dzień Sądny, względnie Dzień Pojednania, zaś "karaniem" będzie ukazane przez rabina Akibę "przebijanie".
II. ZŁODZIEJSTWO.
1) Majętności gojów są rzeczą niczyją.
Majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajął, pierwszy ma do nich prawo (Baba Batra 54b).
To samo głosi Choszen Hamiszpat § 156 art. 5. Jest to podstawowe pojęcie żydowskie o własności cudzej, czyli gojowskiej. Żydzi, kupując nawet majętności gojów, rozumieją, że je "niejako wyzwalają", "ratują" z rąk gojowskich (Tosefta, Aboda Zara I, 8).
2) Dwór goja dworem żyda.
Na dwór goja patrzy się, jak na zagrodą dla bydła, wolno (w szabas) przenosić s domu do dworu i z dworu do
domu; lecz jeśli w owym dworze mieszka jeden żyd" to on sprawia, iż przenosić rzeczy niewolno, albowiem dwór uważa się jakby za jego własność (Tosefta, Erubin VIII, 1).
Traktat Erubin (Zmięszania) uczy żydów, jak obchodzić zakaz religijny wszelkiej pracy w szabas. Wolno bowiem załatwiać pewne czynności w obrębie swego gospodarstwa. Dlatego robi się "zmieszanie", "mięsza" się kilka gospodarstw w jedno, niekiedy całe ulice, łącząc poprostu domy deską poprzeczną, albo całe miasta, okalając je drutem. Jest to tak zwany popularnie "ejruw", właściwie "erub". Miszna w Erubin VI, 1 głosi, że jeżeli we dworze mieszka goj, to "zmięszanie" nie jest możliwe. Ale już w tejże Misznie rabin Eliecer wytłomaczył, że tylko wtedy "zmieszania" robić nie można, jeśli w nim żyje dwóch żydów, przeszkadzających sobie wzajem. Tosefta jednak uznała, że na dwór goja można patrzeć, jak na zagrodę dla bydła; inne teksty także uważają goja za bydlę ("Wy nazywacie się ludźmi, ale goje nie nazywają się ludźmi", p. Keritot, 6b u ks. Pranaitisa w "Christianus in Talmude Judaeorum", str. 59). Żydzi pewnego terytorjum z ludnością mięszaną uważają całe to terytorjum za swoją własność, którą w sposób rozmaity eksploatują i nawet innych żydów nie wpuszczają (p. Brafman, Kniga Kahała, str. XXIV). Aż zbyt często uniżony faktor obywatela ziemskiego, wyręczający go we wszystkim, staje się sekretarzem zaufanym a w końcu właścicielem majątku. Gdyby tacy panowie znali Talmud, może drgnęłoby w nich przeczucie ostrzegawcze na widok pierwszego żyda, który, nizko się kłaniając, stanął u bramy dziedzińca. Niech wspomną, ile to razy role potym się zamieniały: żyd rozpierał się w ganku, a obywatel znikał za bramą.
3) Powtórne ściąganie długów zapłaconych.
Jeżeli żyd najął żyda, by dla niego pracował z tym, że wszystko, co znajdzie, będzie do niego należało, i jeżeli ten żyd zainkasuje powtórnie dług swego pana u nieżyda, który to dług już był zapłacony, to pieniądze należą do posłańca, gdyż są jako coś znalezionego (Choszen Hamiszpat § 176 art. 12).
Jest to wypadek specjalny, zaś artykuł dalej głosi, że jeżeli posłaniec zwróci te pieniądze nieżydowi, nie potrzebuje "bliźniemu swemu", czyli żydowi, płacić żadnego odszkodowania. Albowiem inny artykuł głosi:
4) Nie wolno dla chwały bożej płacić gojowi należności, o której zapomniał.
Jeżeli żyd od goja przez posłańca żyda wziął na kredyt ubranie i w terminie daje znowu temu posłańcowi pieniądze, by gojowi zapłacił należność, lecz ów posłaniec zmiarkował, że goj całkiem o tym zapomniał, to posłaniec musi zwrócić żydowi pieniądze i nie może mówić, że je zatrzyma, bo może goj sobie przytomni, a także nie może mówić, że chce goja zapłacić dla chwały bożej (Choszen Hamiszpat § 183 art. 8).
Tu bowiem nie mogło być mowy o rzeczy "jak gdyby znalezionej". Chwała boża nie wymaga też, aby żyd miał pamięć za goja. Chodzi tylko o to, aby złodziejstwo pozostało w tajemnicy.
5) Korzystanie z omyłek nieżyda.
Jeżeli żyd odbiera pieniądze od nieżyda przez żyda-