Ten argument magiczny, użyty w odezwie oficjalnej, jest jednym z dowodów, że religja żydowska i jej więź etyczna znajduje się jeszcze w stadjum magji, o czym następnie będę miał dużo do powiedzenia. Jakże to przytym znamienne, że inteligencja żydowska, grupująca się dokoła "Jutrzenki", przyjęła taki fakt milkliwie i pozwoliła mu uwiecznić się na łamach "tygodnika dla Izraelitów polskich", pouczającego świat, że genjusz żydowski wyprzedził o kilkanaście wieków wielkiego Newtona i filantropów XVIII wieku ucywilizowanej Europy!
3. WYCHWALANIE TALMUDU I ŹYDOWSTWA.
Temu sięgającemu nieba samozachwytowi żydowskiemu, jak powiedziałem, stale podbijał bębenka pewien typ zagranicznych orjentalistów i hebraistów, który mimo wysokiej nieraz wiedzy rozsiał w nauce mnóstwo błędów faktycznych, rażąco niezgodnych z źródłami, rozpatrywanemi objektywnie.
Nie da się zaprzeczyć, że Talmud, jak wszelkie dzieło wieków, zawiera nieraz sentencje ładne i rozsądne, np. "Świat stoi na trzech rzeczach: na sprawiedliwości, prawdzie i pokoju", albo "Ludzie podobni są do traw na polu: gdy jedne zazielenią się, drugie więdną", albo "kiedy skrzynia pusta, puka do drzwi kłótnia". Ale takich "błysków świetlnych" Talmudu rabin Stern ze Sztuttgartu zebrał zaledwie tyle, że zmieściły się na 76 stronniczkach, licząc w tym już 9 stronniczek przedmowy, maluchnego wydania Reclama lipskiego (J. Stern, Rabbiner, Lichtstrahlen, aus dem Talmud, Lipsk, Universal-Bibliothek N* 1733) gdy tymczasem sam Talmud Babiloński liczy 12 tomów in folio o ściśle 2947 arkuszach, przyczym, rzecz dziwna,
paginacja tych foljantów została we wszystkich wydaniach ta sama. Otóż z tak olbrzymich zbiorów dobywać aforyzmy niby perełki ze śmietnika wielkiego i pokazywać je Europie, a milczeć lub przeczyć, że śmietnik zatruwa stosunki całych krajów, jak Galicja, Królestwo Polskie, Litwa, Ruś, Rosja — nie należy do przedsięwzięć, zasługujących na miano uczciwych.
W Anglji, w jednym z najpoważniejszych perjodyków naukowych Emanuel Deutsch ogłasza Studjum o Talmudzie, w którym istotnie niepospolita wiedza orjentalistyczna walczyła o lepsze z bezprzykładnym panegiryzmem i daltonizmem moralnym. Niechaj to oświetli jeden przykład. Żydzi mają zawsze w swej uczuciowości coś histerycznego, co zresztą stwierdziła taka powaga, jak Charcot, a co przytacza taki obrońca żydów, jak Ludwik Krzywicki w swym "Systematycznym kursie antropologji" (Warszawa 1902, str. 212). Otóż Deutsch każe nam się zachwycać takim ustępem: "Bądź raczej prześladowanym, aniżeli miałbyś być prześladowcą... Wół bywa napadany przez lwa, koza przez tygrysa, owca przez wilka, a Bóg (?) powiedział: będziecie mi nosili ofiary nie z tych zwierząt, które prześladują, ale z tych, które są prześladowane" (Co to jest Talmud, przekład polski, Warszawa 1905, str. 140). Bajeczne! Więc żydek palestyński miał może do świątyni jerozolimskiej pędzić korne stada wilków? Albo wieść za grzywę lwa? Albo prowadzić na postronku tygrysa, powiadając do kapłana: zarżnij to mile zwierzątko i zjedz? Nie Bóg tu wybierał zwierzęta jadalne, ale kapłan żydowski, pilnie bacząc, aby były "bez makuły" (Leviticus IV, 28). Przed kilku laty czytaliśmy w gazetach wiadomość o pewnym rabinie z Zawiercia, że błogosławił spadające na żydów prześladowania. Talmud je tu wielbi także. Sprytni rabini
wiedzą, że nic tak żydów nie trzyma w mroku wstecznictwa, jak prześladowanie, gdyż zacieśnia się więź antropologiczna i kwitnie dalej starzyzna, na którą się Izrael urządził.
Studjum Deutscha natychmiast przetłomaczył, objaśnił i wydał w r. 1869 p. t. "Talmud" kaznodzieja warszawski Izaak Kramstück, który w r. 1852 wystąpił z pierwszym kazaniem polskim, wywołując oburzenie śród fanatyków, uważających usunięcie niemczyzny za zamach na religję, a nie zyskując poparcia śród warstw światlejszych (Encyklopedja Orgelbranda, Warszawa 1900, t. VIII, 577). Dlaczegóż tak się spieszył ów szlachetny zresztą człowiek z wydaniem Studjum Deutscha? Albowiem Deutsch twierdził, że "Miszna wolna jest od wszystkich prawie wad, które szpecą kodeks rzymski" (str. 49 wyd. 1869), oraz wyniósł na szczyty "metafizykę i moralność Talmudu" (str. 67). Wykazawszy, że nieszczęśliwy Talmud był "palony więcej niż sto razy" (str. 8), unosił się nad Reuchlinem, jego obrońcą, o którym równocześnie mówi, że głosił "prawdę hebrajską", i że "nie znał wcale" Talmudu (str. 10); wszelako Deutsch przemilczał, iż Reuchlin był kabalistą i ze względu na kabałę a nie etykę Talmudu stanął po stronie "prawdy hebrajskiej" (porów. Bischoff, Kabbalah, str. 36 — 37). W r. 1905, kiedy gorejący nacjonalizm żydowski zacierał ostatnie ślady polonizacyjnej pracy Izaaka (a na kilka zaledwie lat przed wystąpieniem jego syna Zygmunta przeciw Świętochowskiemu w obronie przeciwpolskiego litwactwa), pracę tę panegiryczną wydano powtórnie p. t. "Co to jest Talmud" (Warszawa 1905).
Jakże nie mieli zamieszkali w kraju naszym żydzi unosić się nad szlachetnością i mądrością Talmudu oraz nad sobą, patrząc równocześnie z uśmiechem wyniosłej po-
gardy na wszystkie inne wyznania i na całe społeczeństwo polskie, kiedy głośny uczony paryski, Salomon Reinach, w głębokim poczuciu "odpowiedzialności moralnej" oświadczył w swej książce "Orpheus", iż zupełnie nie może zrozumieć "animozji Jezusa" przeciwko sekcie Faryzeuszów, "których idee całkiem były zgodne z jego ideami" (Paryż 1909, wyd. 5-te, str. X i 302). Jakżeż nie mieli rozpływać się nad sobą żydzi warszawscy, kiedy Reinach, wspomniawszy w Talmudzie tylko "słodycz i miłość ludzkości" (?), rozdeklamował się z emfazą akademickiego Cyrano de Bergerac, iż "wielkim tytułem do sławy" żydów jest to, że "aż do Reformacji byli w Europie bodaj jedynym ludem, przechowującym ideę jedności bożej" — co najpierw niebardzo jest prawdą — "oraz nie przyjęli irracjonalnego Kreda nicejskiego" (str. 303), ale, o czym Reinach milczał, zmywali sobie kilkanaście razy dziennie ręce w braku wody "piaskiem, żwirem lub trocinami" dla odpędzenia od palców złych duchów. A chociaż Reinach stwierdził następnie, że dużo jest jeszcze śród żydów ciemnoty, wszelako znalazł ją głównie u "chasydów" (str. 310), wszędzie zresztą widząc objawy racjonalizmu.
Wobec takich dymów kadzidlanych żydzi warszawscy, których umysłu nie dotknął nigdy pług krytyki rzeczowej, musieli popaść w stan upojenia. Wychowani w klimacie duchowym środowiska, które uroczyście jeszcze co roku obchodziło "Urodziny świata" ("Jutrzenka" N* 10 z 4. IX. 1861), które nie zapominało o "mlecznych nożach" i pilnie zamykało sklepy w szabas, aby się nie narazić na gwałty motłochu współwyznawców, gdy stawali się ludźmi dojrzałemi, wyzbywali się w Warszawie, jak Młodoturcy w Paryżu, albo Murzyni w Nowym Jorku, różnych lęków magicznych, ale nie przeszli szkoły honoru,